-Dzień dobry. Może w czymś pomóc?- W środku przy stoliku czytając książkę, siedziała mama Aoiego, gdy tylko mnie zauważyła uścisnęła mnie ciepło. Traktowała mnie jak syna, odkąd ją poznałem.
-O Kouyou! Usiądź, porozmawiamy sobie. Ile to ja Cie już nie widziałam. Zmizerniałeś.
-Ostatnio chorowałem, wciąż nie czuję się najlepiej, ale Yuu prosił mnie abym przyszedł.
-Ten jak zwykle myśli tylko o sobie, czy on się kiedyś zmieni? Może Ayane będzie miała na niego jakiś lepszy wpływ... nie wiem
-Proszę się nie martwić, Ayane na pewno sobie z nim poradzi. Rozmawiałem z nią i wiem, że tak łatwo się mu nie da.
-Oh, więc jest nadzieja?- Kobieta od razu się rozpromieniła.
-Pewnie! Jeśli mam być szczery to bardziej bał bym się o pani syna... czy go Ayane nie zdominuje
-Żebym ja zaraz Ciebie nie zdominował. Patelnią po łbie, co?- Aoi wszedł do kuchni. Miał na sobie różowy fartuszek swojej starszej siostry, co wyglądało naprawdę komicznie.- Byś mi lepiej pomógł, a nie się obijasz.
-Yuu! Kouyou ledwie co przyszedł, a Ty już go gonisz do pracy, a poza tym jest chory. Powinieneś się cieszyć, że w ogóle przyszedł
-Dobra, dobra.
-Spokojnie. Przyszedłem wcześniej, właśnie, żeby pomóc. Nic mi zaraz nie będzie jak zaniosę kilka talerzy.
-No dobrze, to zanieście jeszcze to i macie wolne.- Pani Shiroyama dała nam kilka misek i wróciła do czytania książki. Na tarasie wszystko było już przygotowane, więc czekając na gości usiedliśmy na bujanej ławce w ogrodzie.
-Stresujesz się?
-Hah, aż tak to widać?
-Ja widzę.
-I mam nadzieję, że tylko Ty.... Boję się że powie "nie". I co wtedy? Wyjdę na totalnego palanta...- Aoi położył swoją głowę na moim ramieniu.
-Nie powie.
-Skąd wiesz?
-Przecież widzę jak na Ciebie patrzy. Ta dziewczyna nie widzi świata poza Tobą!- I ja także... Niesamowite, że wciąż tak dobrze się trzymam.
-Dzięki, że przyszedłeś.- przysunął się do mnie, a ja odruchowo objąłem go ramieniem.
-Jestem od tego by Cie wspierać. Zawszę będę tu dla Ciebie.- w kącikach oczu zaczęły pojawiać mi się łzy. Wiedziałem co niedługo się wydarzy, a jednak wciąż się łudziłem... Wciąż miałem nadzieję, że mnie pokocha. I to ze mną spędzi resztę swojego życia. Nagle usłyszeliśmy dźwięk samochodu parkującego pod domem.
-To Ayane- Aoi poderwał się do góry. Ja również wstałem. Co prawda nie tak energicznie jak Yuu, ale wstałem.
Poszliśmy przywitać gości, Z pierwszego samochodu wysiadła Ayane z rodzicami, a z drugiego rodzeństwo Aoiego. Znałem wszystkich.
Wszyscy byliśmy na zewnątrz. Siedzieliśmy przy kawie rozmawiając. Między drzewami w ogrodzie porozwieszane były kolorowe lampki, które w panującym półmroku wyglądały naprawdę imponująco. Yuu siedział z Ayane na bujanej ławce. Rozmawiali. Nagle zeszli, Aoi klęknął na jedno kolano, trzymając dłoń dziewczyny w swoich. Z kieszeni marynarki wyciągnął małe pudełeczko, a w nim pierścionek. Klasyczny z drobnym brylantem połyskującym delikatnie. Oczy dziewczyny zalały się łzami, gdy Shiroyama wkładał pierścionek na jej smukły, delikatny palec. Z tarasu usłyszałem jedynie radosne "tak!" wykrzyczane przez łzy. Dziewczyna rzuciła się mu w ramiona. Ten ucałował ją w policzek i razem trzymając się za ręce weszli na taras. Ale mnie już tam nie było. Byłem już na chodniku. Nie wiedziałem gdzie idę. Nie byłem w stanie o tym myśleć. Właśnie straciłem Yuu. Już na zawsze. Już na pewno. On jest już jej. I nigdy nie będzie mój. Z oczy płynęły mi łzy. Byłem otępiały. Zrozpaczony i... wystraszony? To wszystko... to dla mnie za wiele. Ból nie odwzajemnionej miłości jest nie do zniesienia. Przeszywa od środka pozostawiając po sobie tylko wielką pustkę. Każde kolejne uderzenie mojego serca jest w tym momencie jednym uderzeniem za wiele I nagle. naszła mnie myśl, żeby z tym skończyć. Przerwać to cierpienie raz na zawsze. Pozwolić bólowi odejść wraz ze mną. Tak po prostu. A, że na trzeźwo to wszystko za bardzo mnie przytłaczało, postanowiłem się upić. tak, to była bardzo dobra decyzja. Upić się do utraty świadomości i zapomnieć o całym bożym świecie. Poszedłem więc do pierwszego, lepszego baru na jaki się natknąłem.
Gdy byłem już dość spity, zobaczyłem Rukiego, siedzącego samotnie z drugiej strony baru. Chwiejnym krokiem podszedłem do niego i się przysiadłem. Ku mojemu zaskoczeniu był w takim samym stanie co ja. Zajęło mu chwilę zanim przypomniał sobie kim jestem, ale potem zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o muzyce, o nowych zespołach, o naszym zespole aż nie wiadomo kiedy zacząłem mu mówić o swoich problemach dotyczących Aoiego. A on patrzył na mnie ledwo przytomnym wzrokiem co chwila przytakując. Gdy wreszcie skończyłem mówić dostałem odpowiedź. Tylko dwa słowa.
-Pierdziel dupka.
-Co?!
-Jeśli jest na tyle głupi i ślepy żeby nie widzieć jak rani swojego najlepszego przyjaciela? No proszę Cię.- Nie wiedziałem co powiedzieć. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym w ten sposób.
-Myślisz?- Nie byłem do końca przekonany, ale może Ruki miał rację...
-Tak. A z resztą...- Matsumoto wstał i podszedł do mnie podejrzanie blisko. Patrzył mi w oczy.- Ja Cię kocham.- Po usłyszeniu tych słów całkowicie mnie zamurowało. Nie spodziewałem się, że ktoś może się we mnie zakochać. Ja owszem, mogłem, ale odwrotnie? Nie potrafiłem tego pojąc. Nie wiem czy to przez moją dostatecznie niską samoocenę czy dotychczasowe zapatrzenie w Yuu. Być może oba te czynniki zadziałały, bo w gruncie rzeczy dawały ten sam rezultat- obwinianie siebie za wszystko o co tylko idzie i postrzeganie siebie jako osoby bezużytecznej, beznadziejnej i bezwartościowej. Wiem natomiast jedno. Nie chce skrzywdzić Rukiego. Był moim kumplem i znałem go na tyle dobrze, aby wiedzieć, że nie wyznaje ludziom miłości ot tak. nawet będąc w związku nie lubił do końca okazywać uczuć, swojej prawdziwej twarzy. Był wyjątkowo skryty i zamknięty w sobie, a było to spowodowane jego urazem z przeszłości, gdy był przy dziewczynie sobą, dawał jej wszystko, a ona go tylko wykorzystała, by na końcu zostawić jak psa. Ja nie byłem pewny swoich uczuć. Przecież jeszcze chwilę temu siedziałem obok Shiroyamy, marząc aby mnie pokochał, a teraz Ruki wyznaje mi miłość, w dodatku po pijaku. Powiem szczerze, że chciałem tego. Pragnąłem być kochanym jak niczego innego. Wiedziałem, że wreszcie mógłbym być szczęśliwy, ale to przecież byłoby zbyt proste, zbyt piękne. Wachałem się co mu powiedzieć. Niby coś tam w środku poczułem, to ciepło, radość, ale to było za mało. Postanowiłem dać nam szansę. Poczekać. Myślałem, że to przyjdzie z czasem i owszem, przyszło. Pokochałem Rukiego, ale nie w sposób w jaki oboje byśmy tego chcieli. Kochałem go jak przyjaciela i było w tym coś jeszcze, lecz nie na tyle intensywne bym mógł to nazwać prawdziwą miłością. Byliśmy razem. Zgodziłem się nawet z nim zamieszkać, przeprowadzając się do jego apartamentu w okolicy Shibuyi. Było nam dobrze. Niestety w głębi serca ja wciąż czułem ta niepewność. Czasem gdy zbyt mocno mnie przytłaczała, chodziłem na spacery. Wolałem te samotne, podczas których mogłem pomyśleć, zastanowić się nad wszystkim. Będąc z Takanorim wciąż czułem coś do Yuu, nie potrafiłem tego powstrzymać. To przychodziło czasem. Czułem wówczas pewnego rodzaju pustkę, jakbym za czymś tęsknił. Za czymś czego nigdy nie było. Za nadzieją, że zaraz obudzę się ze snu, a obok mnie będzie leżał śpiący Aoi, obejmujący mnie ramieniem. Tak, to mi pozostało.
Na pozór wszyscy byliśmy szczęśliwi, a jednak ja coraz częściej popadałem w tą nieznośną melancholię.
Kochając dla przyjemności łudziłem się, że będzie dobrze.
Na pozór wszyscy byliśmy szczęśliwi, a jednak ja coraz częściej popadałem w tą nieznośną melancholię.
Kochając dla przyjemności łudziłem się, że będzie dobrze.