piątek, 21 czerwca 2013

Odrzucenie, cz. 2

*Bedzie jeszcze jedna część*



Gdy tylko wyszedłem na zewnątrz, chłodny wiatr rozwiał mi włosy. Wziąłem głęboki oddech. Zamknąłem drzwi na klucz i poszedłem przed siebie. Dopiero po chwili zorientowałem się, że idę w stronę domu Shiroyamy. W końcu co się dziwić, to był mój najczęstszy kierunek. Przystanąłem na chwilę, po czym skręciłem w pierwszą lepszą boczną uliczkę. Chciałem znaleźć się teraz jak najdalej od Yuu, chociaż w tym samym czasie chciałem go zobaczyć. Brakowało mi go, ale spotkanie z nim było zbyt ryzykowne. Co jeśli bym się zapatrzył w te jego piękne, ciemne oczy, w jego uśmiechnięte usta... Byłem tak zajęty marzeniem nad Yuu, że nie zauważyłem osoby idącej z naprzeciwka i wpadłem prosto na kogoś o głowę niższego ode mnie. Temu z rąk wyleciały jakieś papiery, więc odruchowo ukucnąłem aby pomóc mu je pozbierać.
-Przepraszam, zamyśliłem się
-Co Ty taki grzeczny- dopiero teraz zauważyłem na kogo wpadłem. To był Ruki, a porozrzucane papiery to jak zdążyłem zauważyć teksty piosenek. - Mam słowa do tych dwóch piosenek. Idziesz gdzieś? Bo mogę przyjść kiedy indziej.
-Chciałem się przejść, ale piosenki ważniejsze.- Razem poszliśmy do mojego domu. Ruki od razu poszedł na kanapę koło której stała moja gitara. Rozłożył tekst i nuty na stoliku. Wziął gitarę i zaczął na niej grać- Chcesz kawę?
- Tak, możesz zrobić.- Położyłem kubki na stoliku, i usiadłem obok Takanoriego, który podał mi kartki z tekstami. W pierwszej piosence Ruki idealnie wkomponował słowa do melodii. Całość brzmiała harmonijnie, równo z odrobiną melancholii. Potrafiłem bez problemu wyczytać z nich uczucia wokalisty. Widać było, że włożył w nie całego siebie. Z drugą nie było już tak dobrze. W kilku miejscach słowa nie zgrywały się z muzyką, więc popracowaliśmy nad nią jeszcze chwilę. W końcu wyszły nam dwie świetne piosenki. Nie żebym się chwalił, czy coś, ale muzyka wyszła niemal genialnie. Kai miał rację. Granie na gitarze zawsze poprawia mi humor. Z Rukim trochę porozmawialiśmy, a potem odprowadziłem go do drzwi, bo miał za chwilę wizytę u fryzjera. Zamknąłem za nim drzwi i wróciłem na kanapę. Zacząłem grać. Po prostu. Co mi przyjdzie do głowy. Myślałem o Yuu i o tym jak długo go już nie widziałem. I właśnie w tym momencie ktoś zapukał w moje drzwi. Będąc zbyt leniwym by wstać, z salonu krzyknąłem by mój gość wszedł do środka. Za chwilę moim oczom ukazał się Aoi. Był wesoły i uśmiechnięty, lecz w jego oczach potrafiłem dostrzec zmartwienie. Czyżby było ono spowodowane moją osobą? Zaczęło robić mi się ciepło, a serce szybciej bić. Byłem nerwowy, jak nigdy w jego obecności. Kontynuowałem granie, by nie stracić natchnienia, a on usiadł obok mnie jak by nigdy nic. Czułem na sobie jego spojrzenie. Nie odzywał się. Czekał aż skończę grać. W końcu nie wytrzymałem i odłożyłem gitarę na stojak by dowiedzieć się w jakim celu do mnie przyszedł.
-Całkiem fajnie Ci to wyszło.
-Dzięki.
-Czujesz się już lepiej? Kai mówił, że jesteś chory.- No proszę. Kto by pomyślał, że Yutaka okłamie chłopaków, żeby nikt nie wiedział, ze mam depresję.
-Tak, ale jestem jeszcze trochę słaby. A co U Ciebie?
-Oświadczam się Ayane!
-Co?
-Super nie? Jutro robię grilla, wiesz nasi rodzice i w ogóle... wpadniesz? Będę się mniej stresował jak będziesz obok.
-Tak, pewnie! Przyjść szybciej i pomóc Ci wszystko przygotować?
-Nie musisz. Mama powiedziała, że z tatą wszystkim się zajmą, a poza tym jesteś chory, więc nie powinieneś się przemęczać. Ja już muszę spadać. Trzeba posprzątać w domu.
-Okej, To do jutra!
-Pa! - Aoi zostawił mnie samego. Osłupiałego z wrażenia. J-jak to chce się oświadczyć? Przecież to jeszcze za wcześnie! Zapaliłem papierosa żeby się uspokoić, ale po wypaleniu trzech pod rząd stwierdziłem, że to nie ma sensu. Trzęsły mi się ręce. Znowu przeleciała mi przez głowę myśl żeby to zakończyć. Teraz. Ale powiedziałem przecież, że przyjdę na tego pieprzonego grilla i muszę dotrzymać słowa. W końcu to mój przyjaciel. Poszedłem do swojej sypialni, przebrałem się w dres i poszedłem pobiegać. Gdy wróciłem było już ciemno, a ze mnie lał się pot. Straciłem swoją dawną kondycję kiedy przestałem codziennie biegać. Mimo mojego zmęczenia nie mogłem zasnąć. Znowu.
  Rano, gdy się obudziłem wyglądałem jak zombie, a rozbudziłem się dopiero po mocnej kawie. Za oknem świeciło słońce. Na pozór bardzo ładny dzień... Tylko myśl o dzisiejszym wieczorze napawała mnie strachem. Nie chciałem iść do Yuu. Myślałem już jak by tego uniknąć. Mógłbym przecież gorzej się poczuć czy coś. Ale później pewnie dręczyłyby mnie wyrzuty sumienia, że zachowałem się jak dzieciak. Postanowiłem więc wziąć się w garść i nie dać po sobie poznać, że coś mnie dręczy. Dla Niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz